Innowacje, życie i nauka

Tylko ludzie z wielką wizją i marzeniami potrafią zrezygnować u progu kariery menedżerskiej z prestiżowego stanowiska, by budować nową firmę od zera. Tak powstawała Selvita, największa dziś w Europie Środkowo-Wschodniej prywatna firma naukowo-badawcza.

Bogusław Sieczkowski w połowie lat 90. ukończył informatykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego pierwszym pracodawcą był koncern Bahlsen. W 2000 roku został zatrudniony w krakowskim Comarchu, gdzie został wiceprezesem Comarch Internet Ventures SA. W roku 2007 jego sytuacji mógł mu pozazdrościć niejeden – korporacja z doskonałym brandem, 300 podległych pracowników w usługach finansowych, perspektywy. Ale Bogusław Sieczkowski sam sobie nie zazdrościł. Lektura publikacji biznesowych, ale również obserwacja rzeczywistości utwierdziły go w przekonaniu, że jako trzydziestoparoletni menedżer z długoletnim stażem korporacyjnym stoi właśnie przed kluczowymi życiowymi decyzjami. Musiał zrobić życiowy zwrot, wymyślić coś na resztę życia zawodowego.. Świadomość już była. Pozostawało jedynie stworzyć to „coś”.

„Nie chciałem czekać, aż ktoś za mnie zdecyduje, co mam zrobić ze swoim z życiem. W Comarchu, gdzie było mi najlepiej, nie widziałem już siebie. Koledzy pukali się w głowę, słysząc o mojej decyzji. Ale ja tego chciałem, napędzany wizją tego, że jak wystartujemy z czymś unikalnym, będziemy pierwsi” – wyjaśnia.

Zobacz również:



W poszukiwaniu swojego miejsca

Selvita najpierw była ideą, która zakiełkowała w głowach Bogusława Sieczkowskiego i jego krakowskiego kolegi Pawła Przewięźlikowskiego, byłego wiceprezesa Comarchu, współzałożyciela i prezesa portalu Interia.pl. Wiele lat wspólnej pracy w Comarchu utwierdziło ich w przekonaniu, że mają podobne podejście do życia, a biznesowo dobrze się uzupełniają. „Planując nowe przedsięwzięcie, przyjęliśmy pewne założenia: chcieliśmy zostać w Krakowie, chcieliśmy pracować tak jak do tej pory z inteligentnymi ludźmi i pracować w branży o dużym potencjale intelektualnym. Musiało to być coś, co oczywiście ma ekonomiczne uzasadnienie w dłuższym terminie, a na dodatek marzyło się nam, by robić coś, co będzie przydatne społecznie” – mówi Bogusław Sieczkowski, dyrektor zarządzający i wiceprezes Selvity. „Zrobiliśmy wiele zestawień, statystyk, szukając branż, które mają największą wartość dla pracownika i pomagają ludziom. Wyznaczyliśmy sobie wstępnie kierunek: high tech i coś wspólnego z ochroną zdrowia”.

Kliknij, aby powiększyć

Bogusław Sieczkowski
Bogusław Sieczkowski jest współzałożycielem powstałej w 2007 roku firmy Selvita oraz wiceprezesem zarządu i dyrektorem zarządzającym firmy. Przed założeniem Selvity, przez ponad 10 lat zdobywał solidne przygotowanie i doświadczenie w zarządzaniu w różnorodnych firmach. Karierę zawodową rozpoczął w latach dziewięćdziesiątych nadzorując informatyzację w spółkach niemieckiej grupy Bahlsen. Od 2000 roku jako Wiceprezes Zarządu Comarch Internet Ventures S.A. tworzył pierwszą w Polsce platformę usług ASP. Jako dyrektor największego, zatrudniającego ponad 250 osób subsektora Comarch S.A był odpowiedzialny za pracę zespołów realizujących wdrożenia dla wiodących ośrodków naukowych i światowych liderów sektora finansowego. Bogusław Sieczkowski ukończył studia magisterskie z Informatyki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz studia podyplomowe w zakresie ekonomii na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Posiada dyplom Master of Business Administration University of Teesside oraz certyfikat Project Management Professional wydany przez Project Management Institute. Pasjonat narciarstwa i turystyki.


W ten sposób w swoich poszukiwaniach natrafili na dziewiczy w polskim biznesie obszar biotechnologii oraz odkrywania i rozwoju leków. Dziesięć lat temu nikt w Polsce nie myślał o zakładaniu firmy opracowującej leki na podstawie własnych odkryć. Dla założycieli Selvity nie była to jednak sytuacja nowa. „Z branżą IT w Polsce nieco wcześniej było podobnie. Pamiętam czasy, gdy informatyków było niewielu na rynku, ’produkowało’ ich tylko kilka uczelni, więc bycie informatykiem to było coś. Obecnie sektor IT już jest rozwinięty i konkurencyjny. Ale my w 2007 roku przenieśliśmy się do branży, która w Polsce jeszcze nie istniała” – opowiada.

Dziś, po prawie 10 latach, wiceprezes Selvity jest pewien, że dobrze zbudowana organizacja spełnia wszystkie wstępne założenia jej twórców. „Jesteśmy w Krakowie, firma zarabia i tworzy setki atrakcyjnych miejsc pracy dla ludzi, z których duża część wyemigrowałaby z Polski, gdyby nie możliwość podjęcia pracy w Selvicie. Rezultatem naszych wysiłków są jednak nie tylko pieniądze i miejsca pracy, ale przede wszystkim szansa stworzenia terapii ratujących lub przedłużających ludzkie życie. Nasze marzenia, a potem ciężka praca doprowadziły do tego, że powstał samonapędzający się mechanizm, który gromadzi twórczych i inteligentnych ludzi do realizacji celu pożytecznego społecznie” – wyjaśnia.

Od samego początku założyciele firmy starali się otaczać najmądrzejszymi ludźmi z branży. „Dziś w zarządzie oprócz mnie i Pawła, który jest prezesem, mamy troje fantastycznych polskich naukowców, którzy w 2007 roku byli u progu swojej kariery naukowej. Kończyli doktoraty za granicą albo pracowali w polskiej farmacji. Z tego grona ja mam najmniejsze pojęcie o nauce sensu stricte, dlatego od początku podział ról jest taki, że zajmuję się finansami i operacjami, a Paweł Przewięźlikowski oprócz roli CEO wspiera sprzedaż. Nieocenionym wsparciem od strony naukowej, kimś, kto nam mówi w jakim kierunku nasze naukowe powinny iść, jest dr Krzysztof Brzózka, nasz wiceprezes i dyrektor ds. naukowych/CSO (Chief Scientific Officer). Dr Miłosz Gruca jest od samego początku odpowiedzialny za rozwój Działu Biologii w Selvicie, a dr Mirosława Zydroń zarządza Działem Chemii Usługowej.

Kliknij, aby powiększyć

Uciec, ale dokąd?

Selvita wystartowała. Firmę czekały lata pracy, podczas których nieraz założycielom wydawało się, że będą musieli korygować swoje ambitne plany rozwojowe. Przede wszystkim organizacja musiała znaleźć finansowanie. Fundusze typu seed nie wchodziły w rachubę, założyciele Selvity nie chcieli oddawać połowy udziałów w spółce i wprowadzać do zarządu osobę z funduszu, która, jak pokazywała wtedy rynkowa praktyka, najczęściej znała się tylko na finansach. „Stwierdziliśmy, że mamy wystarczające doświadczenie biznesowe, by samemu sobie z tym poradzić” – wyjaśnia Bogusław Sieczkowski. „Na przełomie roku 2008/2009 szukaliśmy anioła biznesu, ponieważ wykorzystaliśmy już własne finansowe możliwości. To był moment sporej obawy, że chcąc nie chcąc, będziemy jednak musieli związać się z inwestorem, który, nie mając pojęcia o tej branży, będzie oczekiwał cudów za swój wkład. Wtedy jak z nieba spadł nam Piotr Romanowski, bankier i naukowiec, człowiek, który zanim zajął się bankowością, zrobił dwa doktoraty w obszarze Life Science. Przyjechał do nas osobiście, sprawdził, nad czym pracujemy, a na koniec usiadł z nami do stołu, by ustalić, co zrobimy wspólnie. Był pierwszą osobą z zewnątrz, która wniosła znaczące pieniądze do Selvity” – mówi Bogusław Sieczkowski.

Dwa lata później firma potrzebowała kolejnego zastrzyku finansowego na rozwój i postanowiła wejść na New Connect. Okazało się jednak, że rynek nie przyjął oferty. To była trudna sytuacja, kiedy pod znakiem zapytania stanął rozwój firmy. „Dziś dość lekko się to wspomina, ale wówczas nie wiedzieliśmy, jak to się dla nas skończy” – mówi wiceprezes Selvity. Po pół roku dalszych starań, w połowie 2011 roku, Selvicie udało się ostatecznie uplasować emisję na New Connect. Jak wspomina Bogusław Sieczkowski, nie minęły jednak dwa lata, a Selvita była już na tyle dojrzała, że zarząd myślał już tylko o tym, jak wyjść z tego rynku, który mocno ograniczał dalszy rozwój firmy.

Fazy badań nad lekamiKliknij, aby powiększyćFazy badań nad lekami

Przełomowy dla firmy okazał się ostatni kwartał 2013 roku. „Pierwszy raz więcej zarobiliśmy, niż wydaliśmy. Przez sześć poprzednich lat wkładaliśmy w Selvitę wszelkie możliwe środki. Nasza rada nadzorcza mówiła nam: zbudowaliście fantastyczny samolot, który rozpędza się na pasie startowym, tylko czy długość pasa startowego wystarczy nam, by wzlecieć? Wystarczył!” – uśmiecha się dyrektor zarządzający. Pod koniec 2014 roku Selvita weszła na warszawski parkiet. Zakończył się pewien etap.

Być blisko nauki

Firma cały czas inwestuje każdą wolną złotówkę, rośnie. Obecnie między Berlinem a Indiami nie ma większej komercyjnej firmy naukowo-badawczej, do tego zatrudniającej tylu naukowców. Na ponad 370 osób pracujących w firmie na etatach, ok. 130 ma tytuł doktora. „Obecnie jesteśmy głównym najemcą Jagiellońskiego Centrum Innowacji, parku Life Science. W 2009 roku zajmowaliśmy w parku przestrzeń 100 mkw. Dziś jest to ponad 3000 mkw, a my wciąż widzimy potrzebę zagospodarowania nowej przestrzeni. Nasze laboratoria to nasza wizytówka. Ktokolwiek nas odwiedza, widzi, że standardy naszej pracy i naszego otoczenia są na najwyższym światowym poziomie” – mówi Bogusław Sieczkowski.

Podział pracy w branży farmaceutycznejKliknij, aby powiększyćPodział pracy w branży farmaceutycznej

Szybki rozwój wymagał powiększania przestrzeni do pracy. Nieoczekiwanie okazało się to dodatkowym wyzwaniem. „Naszą ambicją nie było budowanie własnych budynków. Wynajmowaliśmy powierzchnie, by skupiać się na biznesie, a nie na zdobywaniu pozwoleń i nadzorowaniu budowy. Ale doszliśmy już do ściany, nie było już powierzchni laboratoryjnej do wynajmu w Krakowie. W tej sytuacji podjęliśmy decyzję o zakupie działki blisko kampusu naukowego UJ w Krakowie i budowie własnych laboratoriów” – wyjaśnia Bogusław Sieczkowski. „Plany rozwojowe Selvity nakłoniły nas również do wynajęcia 500 mkw. z przeznaczeniem na laboratoria w Wielkopolskim Centrum Zaawansowanych Technologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, po sąsiedzku z uniwersyteckim Wydziałem Chemii. Na koniec pierwszego kwartału Selvita powinna być już gotowa do przeniesienia pierwszych kilkunastu pracowników z Krakowa do Poznania. Poznańska lokalizacja otwiera nam dostęp do znakomitej kadry UAM” – dodaje.

Działanie prawa pierwszego

Możliwość zaoferowania interesującej, twórczej pracy kadrze naukowej jest kluczowym czynnikiem budowania przewagi Selvity. „Ponieważ w Polsce nie było sektora biotechnologii, łatwo sobie wyobrazić, ilu absolwentów kierunków Life Science mogło znaleźć w Polsce ciekawą pracę, zwłaszcza w badaniach naukowych, w tym obszarze. Jest 2007 rok, na uczelniach duże zainteresowanie kierunkami typu biotechnologia, biochemia czy chemia. Absolwenci masowo szukają pracy. Zgodnie z początkowymi założeniami, Selvita korzystała w tej kwestii z przywilejów rynkowego pioniera. O pracę w firmie ubiegało się mnóstwo interesujących osób, szukających dla siebie szansy na rozwój, pracę z klientami międzynarodowymi, styczność z najnowszymi technologiami. To duży atut, bo naprawdę mamy możliwość pozyskiwania cennych pracowników” – mówi wiceprezes Selvity. „Cokolwiek w życiu robimy, podstawą są ludzie. A my mamy szczęście trafiać na wyjątkowych ludzi, którzy wiedzą, że mogą z nami robić niezwykłe rzeczy, które w przyszłości będą ratować ludzkie życie. To jest coś, w co my z Pawłem niezachwianie wierzymy od momentu powstania Selvity. A nasi wybitni naukowcy uwierzyli nam i to jest największą wartością tej firmy, którą kierujemy się na co dzień”.

Kliknij, aby powiększyć

Osobną sprawą jest to, że młodzi ludzie są często zupełnie nieprzygotowani do rynku, ponieważ wiele uczelni nie uczy tego, czego rynek potrzebuje, ale tego, co umieją wykładowcy. „Uczelnie przygotowują bardzo dobrych naukowców do badań podstawowych, ale już niekoniecznie do prac badawczych dążących do komercjalizacji. To jest pewnego rodzaju ‘mindset’, który jeszcze nieczęsto spotyka się w polskiej nauce. Na szczęście to też się zmienia. Jesteśmy już na tyle duzi, że uczelnie zwracają się do nas i chcą razem z nami realizować programy naukowe. To zapewni nam dopływ świetnych kadr w kolejnych latach” – zauważa Bogusław Sieczkowski.

Tam, gdzie dzieje się wszystko

Aby znaleźć się w głównym nurcie branży biotechnologicznej i stać się partnerem dla największych firm na świecie, trzeba być na stałe obecnym tam, gdzie dzieje się najwięcej. Światowe Life Science jest zdominowane przez trzech graczy: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Japonię. W Stanach Zjednoczonych istnieją dwa potężne huby Life Science – Wschodnie Wybrzeże w rejonie wokół Bostonu oraz Zachodnie Wybrzeże w okolicach San Francisco. W promieniu 50 mil od Bostonu dzieje się więcej niż w całej Europie, jeśli chodzi o ilość firm, naukowców i pieniędzy, które się wydaje na badania.

„Lata 2015–2016 były dla nas przełomowe pod względem ekspansji międzynarodowej. Udało się nam otworzyć trzy przedstawicielstwa: na wschodnim i na zachodnim wybrzeżu USA oraz w Cambridge, w Wielkiej Brytanii” – mówi Bogusław Sieczkowski. „Japonia jest również bardzo istotnym rynkiem w naszej branży, chociaż dużo trudniejszym do spenetrowania ze względu na znaczące różnice kulturowe oraz podejście do biznesu. Jest to rynek, który wymaga wiele pracy, jednak już teraz widzimy w nim ogromny potencjał i coraz większe zainteresowanie ze strony klientów usługowych”.

W tej branży liczy się reputacja, przebicie na rynek amerykański wymagało wielu starań. „Ale jeśli jesteś na ustach firm z Bostonu czy San Francisco, to wiesz, że teraz może być tylko lepiej” – dodaje Bogusław Sieczkowski.

Selvita wiąże duże nadzieje z zagranicznymi placówkami, dlatego ponosi wysokie koszty utrzymania tych punktów, dostrzegając też pierwsze rezultaty. Już w tym momencie 80% przychodów generują zlecenia z zagranicy.

Walczymy o rzeczy niewyobrażalne

Od początku Selvita była budowana w modelu hybrydowym – usługi i innowacje. Segment usługowy to outsourcing badań naukowych. W laboratoriach spółki chemicy, biolodzy, biochemicy pracują przy projektach klientów Selvity. Kluczowym czynnikiem wzrostu Selvity segmentu usługowego jest fakt, że jej usługi są na tym samym poziomie co na Zachodzie, jeśli chodzi o jakość czy ochronę patentową, ale wygrywamy podejściem do projektów: efektywnością, organizacją oraz ceną. Inaczej ma się sprawa w porównaniu z rynkiem azjatyckim, tu Selvita nie konkuruje cenowo, ale ma inne mocne argumenty dla zachodnich firm. Poza podobieństwami kulturowymi z Zachodem Europy czy USA przewagą Selvity jest członkostwo Polski w Europejskiej Unii Patentowej, co oznacza zabezpieczenie dla klienta, że jego własność intelektualna jest chroniona i nie zostanie zawłaszczona. „W świecie naukowym wszyscy cały czas się uczą, środowisko spotyka się na seminariach, dyskutuje, publikuje. To naturalne, że my w większości swoją pracę opieramy na mechanizmach, które są opublikowane i potwierdzone naukowo. Zasady są proste: jeśli coś jest unikalne, to jest patentowane, ale jeśli pracujemy dla klienta usługowego i tworzymy unikalne wyniki lub substancje, to nasz klient jest jedynym prawowitym właścicielem tych danych” – stwierdza Bogusław Sieczkowski.

Bogusław Sieczkowski podczas spotkania z Klubem CIO w październiku 2016 r. dyskutował o historii i czynnikach sukcesu Selvity.Kliknij, aby powiększyćBogusław Sieczkowski podczas spotkania z Klubem CIO w październiku 2016 r. dyskutował o historii i czynnikach sukcesu Selvity.

Druga noga firmy, mniejsza, ale o znacznie większych perspektywach, to własny dział badawczy. Kompetencje zespołów w części usługowej i badawczej są de facto takie same, ale w drugim przypadku naukowcy pracują w projektach, które mogą się stać przedmiotem komercjalizacji. „Onkologia charakteryzuje się tym, że jednocześnie na świecie prowadzone są setki badań klinicznych. Przykładowo obecnie szacuje się, że istnieje około 60 rodzajów nowotworów układu krwiotwórczego, w bardzo wielu przypadkach to choroba przewlekła, z którą da się przeżyć wiele lat. Ludzie są leczeni, funkcjonują kilka lat, a gdy nowotwór nawraca, znów są leczeni. Ale są takie rodzaje np. białaczki, przy których leki dostępne w danym momencie na rynku działają tylko w pierwszym rzucie choroby. Jeśli po kilku miesiącach nastąpi wznowienie, lek już nie będzie działał. Jeśli uda się w tym obszarze wprowadzić lek, który pozwoli powstrzymać rozwój choroby czy choćby wydłużyć życie, to będzie ogromny sukces. Chorzy i ich rodziny doskonale rozumieją, o co walczymy. W naszej branży na rynek potrafią wejść leki, które statystycznie pomagają 60–70% pacjentów wydłużyć życie o kilka miesięcy. Ale dla tych pacjentów jest to niezmiennie coś, o co warto walczyć” – mówi Bogusław Sieczkowski.

Wszystko, co opracują naukowcy w dziale innowacyjnym w projektach, które nie są jeszcze skomercjalizowane, jest własnością Selvity. To odróżnia dział badawczy od usługowego, ale też pracę w korporacji od pracy na uczelni. „To, czym możemy wygrywać i motywować naukowców, to możliwość prowadzenia badań na najwyższym światowym poziomie, a do tego system gratyfikacji skorelowany z efektami, jakie osiągamy” – dodaje.

Przełom i sukcesy

W branży farmaceutycznej ponad połowa leków, które są zatwierdzane do wejścia na rynek, nie miała ścieżki rozwoju w ramach jednej firmy farmaceutycznej, nawet w przypadku wielkich koncernów. Duzi, by utrzymać globalnie dużą rentowność i tempo wprowadzania innowacyjnych leków, kupują często rozwiązania od mniejszych firm, płacąc za prace wykonane do tej pory i podpisując kontrakt na kontynuowanie badań nad związkiem, zaś firma dostarczająca innowację dostaje wynagrodzenie finansowe za sprzedaż własności intelektualnej, a często udział w przyszłych zyskach z komercjalizacji produktu.

W lipcu 2016 roku Selvita podpisała swoją kolejną komercjalizację. Epidarex Capital, fundusz typu VC, wraz z Selvitą stworzyły wehikuł – biotechnologiczną spółkę Nodthera, w której będą wykorzystywane badania Selvity. Jednym ze wspólników w Epidarex Capital jest Eli Lilly, czołowa globalna firma farmaceutyczna. Kontrakt z Epidarex Capital jest modelowym przykładem współpracy, w któryme Selvita otrzymuje wynagrodzenie za wniesienie do spółki wartości intelektualnej w postaci projektu, jak również finansowanie dalszych badań do określonego momentu rozwoju oraz udziały w nowej spółce” – mówi wiceprezes Selvity. „Początki współpracy z wielkimi firmami z branży nie były jednak wesołe. Pierwszy kontrakt z firmą Merck zawarty w 2013 roku zakładał współfinansowanie badań oraz płatności oparte na naukowych kamieniach milowych. Ten kontrakt to była jednak dla nas swoista przepustka na salony. Z każdym następnym kontraktem uczymy się, negocjujemy. I tak na przykład nasz drugi kontrakt, z firmą Merck, zakłada już dodatkowo udział w przychodach z leku, jaki powstanie. Coraz rzadziej, ale wciąż bywa tak, że niestety, na naszą niekorzyść działa nasze pochodzenie. Gdy siadamy po raz pierwszy do stołu z potencjalnymi partnerami, jesteśmy dla części z nich dość egzotycznym tworem, z kraju, w którym nie spodziewali się istnienia branży Life Science. Próbują to również zdyskontować, bo przecież skoro z Polski, to powinno być taniej” – opowiada.

Bogusław Sieczkowski podkreśla potencjał działu innowacji Selvity. „Nie zwalniamy tempa, a wręcz przeciwnie, cały czas idziemy ostro do przodu. SEL24, nasz najbardziej zaawansowany w rozwoju projekt, został pozyskany w 2008 roku od Fundacji Rozwoju Terapii i Diagnostyki w Warszawie. W 2016 roku Selvita otrzymała zgodę amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration – FDA) na dopuszczenie związku SEL24 do badań klinicznych z udziałem pacjentów cierpiących na ostrą białaczkę szpikową. Jesteśmy pierwszą firmą w Polsce, która doprowadziła innowacyjny projekt onkologiczny do etapu badań klinicznych. Obecnie jesteśmy w trakcie uruchamiania pierwszej fazy badań klinicznych” – mówi.

Moje miejsce na ziemi

Branża Life Science to szybkie tempo i częste zmiany trendów. To branża, w której ryzyko jest tak samo wysokie jak potencjalne zyski. Ale ludzie tacy jak Bogusław Sieczkowski i Paweł Przewięźlikowski czują się w niej jak ryby w wodzie.

„Zawsze będę podkreślał, że jednym z kluczowych czynników decydujących o innowacyjności jest branża. Biotechnologia ma to do siebie, że niesie ze sobą ogromny potencjał innowacyjności” – zauważa współzałożyciel Selvity. Drugi czynnik proinnowacyjny to ludzie. A trzeci to właściwe podejście. „Szczerze wierzę, że ważna jest wizja i misja, która nami kieruje. Bo nie zawsze jest łatwo. Zyski i sukces przychodzą często dopiero po wielu latach ciężkiej pracy. Wtedy właśnie najbardziej potrzebna jest wiara w sens tego, co się robi, oraz wytrwałość i konsekwencja” – podsumowuje Bogusław Sieczkowski.

21 września 2017 r. Do dziś tytułem Lidera Informatyki poszczycić się może blisko 100 firm. W konkursie wyłaniamy firmy i instytucje, które wykorzystują innowacyjne rozwiązania IT, aby zwiększyć efektywność swoich działań. Już 21 września poznamy laureatów Konkursu Lider Informatyki 2017.