|
komentarz makroekonomiczny
25.05.2009 11:19
Pogorszenie wyników odnotowały i firmy, i banki. Jedne ciągną w dół drugie, końca tej spirali nie widać.
Małgorzata Pokojska
Zarówno w sektorze niefinansowym, jak i w bankach zyski w pierwszym kwartale były o połowę mniejsze niż przed rokiem. Według GUS, wynik finansowy netto w firmach gospodarki realnej zatrudniających co najmniej 50 osób wyniósł 9,8 mld zł, rok wcześniej 20,4 mld zł. Odsetek firm rentownych spadł z 67 % do 62,3 %. Przychody rosły wolniej niż koszty, pogorszyły się wskaźniki ekonomiczno-finansowe. Banki natomiast, jak podała Komisja Nadzoru Finansowego, zarobiły łącznie 2 mld zł wobec 4 mld zł rok wcześniej. Zmalały dochody odsetkowe, wrosły prowizyjne, wielokrotnie zwiększyły się rezerwy na zagrożone kredyty.
Ta korelacja wyników nie dziwi. Do banków światowy kryzys dotarł wcześniej jako kryzys zaufania, ale to pogarszająca się sytuacja w sferze realnej, dopełniła nieszczęścia. Paradoksalnie, banki także przyłożyły rękę do mizerii przedsiębiorstw, które zostały uderzone z kilku stron. Niemal równocześnie spadły zamówienia eksportowe i zmalała dostępność do kredytów. Wcześniej banki wpędziły wiele firm w ryzykowne transakcje opcyjne. Gdy złoty nagle osłabł, trzeba było za te spekulacje słono płacić.
Wprawdzie kryzys wywołany opcjami powoli wygasa (wynik firm na operacjach finansowych w IV kwartale ubiegłego roku wyniósł minus 16,4 mld zł, a w I kwartale br. minus 10,2 mld zł), ale rozwija się w innych sferach. Spadek zamówień odbił się na produkcji. Banki jeszcze mocniej dokręciły kurek z kredytami, bo wzrosło ryzyko finansowania firm. W rezultacie wiele z nich stanęło na skaju bankructwa. W pierwszym kwartale sądy ogłosiły upadłość 126 podmiotów, rok temu 101. Po raz pierwszy od 2002 r. liczba upadłości zaczęła rosnąć.
To nie koniec tej spirali. Banki kilka miesięcy temu ograniczenie kredytów tłumaczyły brakiem płynności, dziś mówią o niedoborach kapitałowych spowodowanych między innymi tworzeniem rezerw na złe kredyty. W pierwszym kwartale wartość zagrożonych kredytów firmowych zwiększyła się z 12,9 mld zł do 17,6 mld zł. Chcąc powstrzymać tę lawinę, banki uruchamiają procedurę restrukturyzacji zadłużenia, gdy uznają, że płynność klienta jest zagrożona, nawet jeśli jeszcze spłaca on terminowo zobowiązania. Dalsze finansowanie w takim przypadku jest raczej niemożliwe. A gdy firmy tracą źródło finansowania działalności bieżącej, tracą grunt pod nogami.
Ekonomiści przewidują, że na rynku firm dojdzie w najbliższym czasie do dużych zmian. Będą przejęcia za bezcen i dalsze upadłości. Ta złowróżbna prognoza przeczy optymistycznym przewidywaniom o szybkim wychodzeniu z kryzysu. Gdy wreszcie zaczną działać obiecywane przez rząd gwarancje i poręczenia dla firmowych kredytów, może być już za późno.
|
|