|
komentarz makroekonomiczny
04.05.2009 23:19
Bilans pięciu lat członkostwa w Unii Europejskiej jest bardzo pomyślny. Pomogła dobra koniunktura, ale też pieniądze, które napłynęły z Brukseli. Dziś liczymy na to, że unijne fundusze pomogą nam uniknąć recesji.
Małgorzata Pokojska
Pięć lat temu nasza gospodarka złapała wiatr w żagle, choć odczuliśmy to dopiero wtedy, gdy nauczyliśmy się korzystać z funduszy pomocowych. W 2006 r. nasza gospodarka urosła o 6,2%, a w tłustym 2007 r. o 6,7%. Na wynikach ubiegłego roku odcisnął się już kryzys, ale i tak odnotowaliśmy przyzwoity 4,9 -proc. wzrost. Licząc od mają 2004 r., PKB rósł średniorocznie o 5,3%. Życzylibyśmy sobie takiej dynamiki w tym roku.
W minionym pięcioleciu wykorzystaliśmy wszystkie środki pomocowe przyznane nam na lata 2004-2006 (12 mld euro). Wypłaty z funduszy strukturalnych zaczęły wyraźnie rosnąć od 2006 r. Dzięki nim inwestycje drogowe finansowane są w 60% z pieniędzy unijnych, inwestycje samorządowe w 18 %, a inwestycje firm w 3%. Choć firmy wypadają blado, ale ci przedsiębiorcy, którzy skorzystali z dotacji, twierdzą, że dokonali jakościowego skoku, przekształcili swoje przedsiębiorstwa w konkurencyjne podmioty, które poradzą sobie z kryzysem.
Przedsiębiorcy skorzystali nie tylko na dotacjach. Dzięki otwarciu unijnego rynku wielu osiągnęło eksportowy sukces. Na początku konkurowali głównie ceną, teraz konkurują także jakością. W pięcioleciu nasz eksport się podwoił (w 2004 r. 60 mld euro, w ubiegłym roku 114,5 mld euro). Wiele rodzimych firm zachęconych tym powodzeniem, rozpoczęło ekspansję inwestycyjną, przejmując zagraniczne podmioty. Także wiele osób założyło działalność gospodarczą za granicą. Eksport i polskie inwestycje za granicą sprawiły, że staliśmy się krajem zdecydowanie bardziej otwartym na świat.
Przynależność do Unii przyciągnęła także do Polski zagraniczne inwestycje bezpośrednie. Najwięcej takich inwestycji napłynęło w 2006 r. (15,74 mld euro) i w 2007 r. (16,67 mld euro). W ubiegłym roku z powodu kryzysu ekspansja nieco osłabła (ok. 11 mld euro), ale i tak była większa niż w latach przedakcesyjnych. Zarówno bezpośrednie inwestycje zagraniczne, jak i napływające fundusze pomocowe pozwoliły stworzyć setki tysięcy nowych miejsc pracy.
Trudno wyliczyć, w jakim stopniu pieniądze unijne przyczyniły się do wzrostu PKB. Specjaliści szacują, że w 2007 r. 1 pkt. proc. wzrostu zawdzięczamy właśnie tej pomocy. To, co wykorzystaliśmy do tej pory, jest ułamkiem tego, co Unia przeznaczyła dla nas na lata 2007-2013 (67 md euro). Jeśli będziemy dobrze wykorzystywać tę pulę, w latach 2010-2013 dynamika naszej gospodarki zwiększy się o 3 pkt. proc. By ułatwić nam zadanie, Bruksela zdecydowała, że małe i średnie firmy, które mają obecnie problemy z finansowaniem bankowym, mogą dostać 100-proc. zaliczki na realizowane projekty (do tej pory 30%).
Pieniądze z Unii wspierają wzrost gospodarczy i mogą go wspierać w jeszcze większym stopniu. To powinno pomóc nam wyjść z kryzysu obronną ręką. Większość krajowych ekonomistów nie przewiduje recesji, ale Bruksela obniżyła ostatnio prognozy dla Polski. PKB miałby w tym roku skurczyć się o 1,7 %. Albo Unia nie docenia pomocy, jaką nam oferuje, albo nisko ocenia nasze zdolności absorpcyjne. Miejmy nadzieję, że tym razem się myli.
|
|