Magazyn Finansistów
Rejestracja

Aktualności

Magazyn
Magazyn CEO
Magazyn CEO

Informacje

Subskrypcje
 
nowy numer
 wersja: html  txt
 

Więcej newsletterów IDG.pl


 AKTUALNOŚCI
komentarz makroekonomiczny
02.03.2009 11:31

W obronie wizerunku skomentuj tekst wersja do wydruku  wersja do wysyłki
Międzynarodowe instytucje finansowe chcą ratować wizerunek Europy Środkowo-Wschodniej. Nasz region jest postrzegany gorzej, niż na to zasługuje.


Małgorzata Pokojska

Od miesięcy było wiadomo, że Węgry, Łotwa i Ukraina, uzależnione od eksportu i mocno zadłużone w walutach obcych stoją na krawędzi niewypłacalności. Kraje te dość szybko otrzymały wsparcie od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jednak dopiero niedawno, gdy zachodnie media przypięły Europie Środkowej łatkę subprime, zaczęła się prawdziwa rejterada inwestorów z rynków regionu. Złoty gwałtownie zaczął tracić na wartości i dopiero interwencyjna sprzedaż euro poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego powstrzymała trochę tę złą passę. Pomogła również interwencja słowna banków centralnych Polski, Węgier, Czech i Rumunii, które zapowiedziały, że będą bronić swoich walut.

Zachód do tej pory specjalnie nie przejmował się sytuacją naszego regionu. Przestrzegał przed rosnącym ryzykiem, co tylko pogarszało nasz wizerunek w oczach inwestorów, podczas gdy do amerykańskich i zachodnioeuropejskich banków płynęły miliardy dolarów i euro pomocy. Wreszcie pierwszy zareagował EBOiR, wydając oświadczenie, że będzie dalej wspierał region, by nie zaprzepaścić rezultatów reform, jakie tu przeprowadzono w ostatnim dwudziestoleciu. Wkrótce podobnie zareagowały Europejski Bank Inwestycyjny i Bank Światowy. Wspólnie te trzy wielkie instytucje finansowe chcą przeznaczyć 24,5 mld euro na pomoc Europie Środkowej. Zdaniem specjalistów, to niewiele, bo zaledwie 2% zadłużenia nowej Europy, ale ważna jest sama deklaracja.

To powinno zmniejszyć poziom ryzyka w regionie i w efekcie przełożyć się na umacnianie się złotego. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby inwestorzy zaczęli podchodzić bardziej selektywnie do krajów Europy Środkowej. Polska to nie Węgry, które borykały się z kryzysem, zanim jeszcze amerykański wirus zainfekował Europę. Tym bardziej nie można Polski traktować jak Ukrainy, która leży poza obszarem unijnym i znajduje się na zupełnie innym etapie transformacji. Nasza gospodarka posiada stosunkowo mocne podstawy makroekonomiczne i ma, według unijnych prognoz, rosnąć, a nie kurczyć się, jak większość gospodarek europejskich. W kryzysie radzimy sobie lepiej niż inni, bo jesteśmy mniej uzależnieni od eksportu niż mniejsze kraje regionu, a poza tym prowadzimy rozsądną politykę ekonomiczną.

Wprawdzie ta nasza pozycja nieco chłodzi determinację, z jaką władze podchodzą do walki z kryzysem, ale i to się zmienia. Bank centralny tnie stopy procentowe tak, by zmniejszyć koszty kredytu, a jednocześnie nie zaszkodzić słabemu złotemu oraz nie wyklucza obniżenia stopy rezerw obowiązkowych dla banków komercyjnych. Rząd zaś chce trzymać deficyt budżetowy w ryzach i przygotowuje ustawę, która ma zapobiec wybuchowi bezrobocia. Najbardziej frustrujące jest jednak to, że nie jesteśmy w pełni panami sytuacji, bo wiele zależy od tego, jak szybko z kryzysem poradzi sobie Zachód. Europa Środkowa jest ofiarą, a nie sprawcą kryzysu, o czym niektórzy na Zachodzie zdają się zapominać.

oceń tekst
aktualna ocena: 2,9   Twoja ocena:  
statystyki   skomentuj  
© copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
Warunki obsługi - Kontakt - Regulamin
Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Licencjonowanie treści