05.01.2009 16:32
| Do siego, czyli bez recesji |
 |
Ten rok witano z niepokojem. Tak dużym, że Rada Polityki Pieniężnej tuż przed świętami obniżyła stopy procentowe aż o 0,75 pkt proc., a związkowcy zaczęli deklarować gotowość do zamrożenia płac.
Małgorzata Pokojska
Ten rok witano z niepokojem. Tak dużym, że Rada Polityki Pieniężnej tuż przed świętami obniżyła stopy procentowe aż o 0,75 pkt proc., a związkowcy zaczęli deklarować gotowość do zamrożenia płac.
Wiadomo, że w trzecim kwartale ubiegłego roku skończyła się gospodarcza prosperity. Wraz z nowymi informacjami napływającymi w listopadzie i grudniu analitycy systematycznie obniżali prognozy na obecny rok. Najbardziej optymistyczni są ekonomiści rządowi, przewidują, że w nadchodzącym roku tempo wzrostu gospodarczego zwolni do 3,7%, na pewno zaś nie będzie niższe niż 3%. Niezależni analitycy prognozują natomiast wzrost bliski zeru, a nawet spadek PKB. Skłania ich do tego ostre spowolnienie inwestycji oraz załamanie eksportu i produkcji przemysłowej, co już zaczęło się przekładać na wzrost stopy bezrobocia. Nawet dynamika sprzedaży detalicznej, postrzegana do niedawna jako koło ratunkowe słabnącej gospodarki, ostro hamuje. W listopadzie wzrosła jedynie o 2,7%, najmniej od ponad trzech lat.
Wraz ze słabnięciem gospodarki hamuje również inflacja. Według szacunków resortu finansów, w listopadzie spadła do 3,4%, co oznacza, że powróciła do granic celu inflacyjnego (2,5% plus minus 1 pkt. proc.). Wszystko to sprawiło, że w grudniu RPP zdecydowała się na radykalne cięcie stóp procentowych, o 0,75 pkt. proc., podczas gdy analitycy spodziewali się obniżki o 0,5 pkt. proc. Dziś większość ekonomistów przewiduje, że RPP pójdzie za ciosem i będzie dalej ciąć stopy. Niektórzy przewidują, że na koniec pierwszego kwartału główna stopa procentowa NBP wyniesie 4% (obecnie 5%), a na koniec pierwszego półrocza nawet 3%. Ale czy nawet radykalne obniżki stóp pomogą ochronić wzrost gospodarczy?
Raczej nie, biorąc pod uwagę fakt, że głównym problemem nie jest koszt kredytów, lecz ich dostępność. Kryzys zaufania w sektorze bankowym nie słabnie i dopóki nie poprawi się sytuacja na rynkach, z których do nas przyszedł, wiele oczekiwać nie możemy. Dlatego też nadzieje, jakie pokładamy w lepszym wykorzystaniu pieniędzy unijnych na cele inwestycyjne, mogą okazać się płonne. Potencjalni ich odbiorcy, przedsiębiorstwa i gminy, mają bowiem trudności z pozyskaniem kredytów na tak zwany wkład własny. Wydaje się, że w obecnej sytuacji wiele do zrobienia ma rząd, dysponujący możliwością gwarantowania kredytów dla inwestorów.
Pojawiają się głosy, że rząd powinien objąć gwarancjami również kredyty hipoteczne dla gospodarstw domowych. Jest on o tyle sensowny, że Komisja Nadzoru Finansowego przygotowuje rekomendację (Rekomendacja T) dodatkowo wymuszającą na bankach dyscyplinę kredytową. KNF argumentuje, że nie ma to związku z obecnym kryzysem, lecz z nadmiernym rozluźnieniem polityki banków w przeszłości. Szkoda więc, że tych obostrzeń nie wprowadzono wcześniej. Dziś banki trzeba raczej zachęcać do udzielania kredytów niż zniechęcać. Przełamanie obstrukcji na rynku kredytowym zadecyduje o tym, czy spowolnienie nie przerodzi się w stagnację, a nawet recesję.
|