|
komentarz makroekonomiczny
22.12.2008 12:54
| Inwestycje ważniejsze niż banki |
 |
Spadek produkcji jest bardziej gwałtowny niż oczekiwano. Pobudzić gospodarkę mogą tylko inwestycje infrastrukturalne.
Małgorzata Pokojska
W przedświątecznych sklepach kryzysu nie było widać, ale firmy już ograniczyły produkcję, inwestycje i zapowiadają zwolnienia pracowników. Według GUS produkcja przemysłowa w listopadzie w skali rocznej spadła aż o 8,9%, a po uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych o 4,2%. GUS skorygował także dane za październik. Okazało się, że produkcja już wtedy zmalała o 0,1%, a nie wzrosła o 0,2%, jak podawano wcześniej. Ekonomiści przewidywali spadek produkcji, ale nie przypuszczali, że będzie on tak głęboki. Głównym sprawcą jest kurczący się popyt zagraniczny, ale również słabnący popyt inwestycyjny. Dziś inwestycje jeszcze rosną, ale tylko dlatego, że kończone są projekty rozpoczęte wcześniej.
Główną siłą napędową gospodarki jest popyt konsumpcyjny i prawdopodobnie tak już pozostanie w najbliższych miesiącach. Wprawdzie część firm planuje redukcje zatrudnienia, co będzie musiało przełożyć się na osłabienie konsumpcji, ale z drugiej strony waloryzacja rent i emerytur oraz obniżka podatków spowodują napływ na rynek dodatkowych pieniędzy. Jeśli zaś rządowi uda się uruchomić w nadchodzącym roku programy wielkich inwestycji infrastrukturalnych, przyrost bezrobocia nie będzie musiał być znaczący. Te programy powinny także podtrzymać wzrost inwestycji.
Dziś działania antykryzysowe koncentrują się głównie na uzdrowieniu rynku kredytowego. I nie bez powodu. Zamrożenie obrotu kredytowego wywołało obecny kryzys, a teraz go pogłębia. Firmy mają kłopoty ze zdobyciem finansowania nie tylko na inwestycje, ale także na działalność bieżącą, a indywidualni inwestorzy zostali w dużym stopniu odcięci od kredytów hipotecznych. Jednak czy aktywność państwa w sferze finansowej wystarczy? Problemem nie jest przecież brak płynności w sektorze bankowym. Wiele banków dysponuje nadwyżkami finansowymi, które lokuje w innych bankach, często w zagranicznych spółkach macierzystych. To nie przeszkadza im domagać się od władz specjalnych gwarancji. Państwo może wiele zrobić dla sektora bankowego, ale nie może zmusić go udzielania kredytów. Ta asymetria jest aż nadto widoczna.
Dlatego władze powinny bardziej skoncentrować się na gospodarce realnej i na pobudzaniu popytu inwestycyjnego. Trudno wymagać od firm, by zwiększały potencjał, gdy pogarszają się warunki zbytu. Ale jest przecież sfera zaniedbana, która nie zwiększa wprost potencjału wytwórczego. To infrastruktura. Na te inwestycje są pieniądze. Zarówno unijne (67 mld zł na lata 2007-2013), jak i pochodzące z budżetu krajowego. Celem władz powinno być jak najszybsze uruchomienie tej rezerwy. Pierwsze pchnięcie słabnącej gospodarki leży w sferze infrastruktury, a nie banków, które, jak same przyznają, są zdrowe i mają się dobrze. Narzędziem do realizacji tego celu powinna być nowa ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym, która ma wejść w życie w przyszłym roku. Inwestycje w dziedzinie infrastruktury są zawsze kołem zamachowym gospodarki, bo kreują popyt w bardzo wielu branżach.
|
|