|
komentarz makroekonomiczny
04.11.2008 12:25
Gospodarka jest zakładnikiem banków. Kryzysu zaufania w sektorze bankowym nie pokonał pakiet zaufania przygotowany przez NBP, a rządowy projekt gwarancji może zdziałać więcej złego niż dobrego.
Małgorzata Pokojska
Nasze banki nie cierpią na brak płynności, jak wiele instytucji finansowych za granicą. Jednak niechętnie pożyczają sobie pieniądze, bo chcą przetrwać światowy kryzys z rezerwami gotówki. Choć więc banki posiadają płynność, rynek międzybankowy jest zablokowany, w efekcie koszt pieniądza wysoki, a dostęp do kredytu ograniczony. Jeśli ten stan utrzyma się przez dwa-trzy miesiące, firmy będą wstrzymywać inwestycje i zwalniać pracowników. Spowolnienie gospodarcze może być znacznie głębsze, niż się wydawało jeszcze całkiem niedawno.
Prognozy wzrostu PKB na 2009 r. bardzo się różnią. W założeniach do przyszłorocznego budżetu zapisano 4,8%. Prognoza ta nigdy nie była realna. Najbardziej optymistycznie po resorcie finansów wypowiada się Bank Światowy, który przewiduje 4-proc. wzrost. Tak wysokiej prognozie pomógł rządowy plan przyjęcia euro w 2012 r., a także fakt, że banki w Polsce nie są tak mocno uzależnione od zewnętrznego finansowania, jak banki w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Kredyty walutowe stanowią u nas tylko jedną czwartą wszystkich kredytów w sektorze prywatnym. Krajowi ekonomiści są na ogół mniej optymistyczni. Większość prognoz mówi o 3,5- proc. wzroście w przyszłym roku, a NBP przewiduje spowolnienie nawet do 2,6%, i to przy inflacji przekraczającej 4%, co pachnie stagflacją.
Różnice w ocenie przyszłego wzrostu polskiej gospodarki wynikają prawdopodobnie z różnicy spojrzeń na możliwości przełamania kryzysu zaufania w systemie bankowym. Jeszcze niedawno wydawało się, że tę kwestię można szybko rozwiązać. NBP przygotował pakiet zaufania, zespół rozwiązań, które miały zwiększyć płynność w systemie bankowym i odblokować rynek kredytów. Wśród nich zabrakło jednak najbardziej pożądanego przez bankowców instrumentu, a mianowicie gwarancji dla pożyczek międzybankowych. Ustawa o NBP nie przewiduje takiej formy pomocy. Stało się więc oczywiste, że to rząd powinien przejąć inicjatywę. Jednak to, co zaproponował, bankowcy nazwali pocałunkiem śmierci.
Projekt zakłada, że banki będą mogły uzyskać gwarancje, ale na zasadach odpłatnych i tylko wtedy, gdy same o nie wystąpią. Rzecz w tym, że jeśli bank zwróci się do rządu o gwarancje, będzie to znaczyło, że ma kłopoty z płynnością. Inne banki, jeśli w ogóle zechcą mu pożyczać pieniądze, zażądają wysokich stawek, a oszczędzający zaczną wycofywać depozyty. Minister finansów powiedział, że na gwarancje mogą liczyć tylko banki bezpieczne i stabilne. Takim bankom pomoc nie jest potrzebna. Bankowcy czekają na gwarancje, które objęłyby cały rynek, podobne do tych, jakie wprowadzono w wielu krajach Europy Zachodniej. Rząd oferując takie gwarancje, wiele by nie ryzykował, bo polskie banki nie cierpią na kryzys płynności, lecz na kryzys zaufania. Stawką jest wzrost gospodarczy. Jeśli obrót kredytowy nie zostanie udrożniony, ziści się najbardziej pesymistyczny scenariusz, gospodarce zagrozi stagflacja.
|
|