Magazyn Finansistów
Rejestracja

Aktualności

Magazyn
Magazyn CEO
Magazyn CEO

Informacje

Subskrypcje
 
nowy numer
 wersja: html  txt
 

Więcej newsletterów IDG.pl


 AKTUALNOŚCI
finansowy przegląd prasy
12.07.2007 15:50

Fundusz vs giełda skomentuj tekst wersja do wydruku  wersja do wysyłki
W latach 80. Financial Times opublikował zmyśloną historię o planowanym wykupie General Motors. Teraz informacja o zakupie takiego giganta wcale nie byłaby potraktowana jak żart - czytamy w The Economist.

Wanda Żółcińska

Codziennie nowa firma dostaje się w szpony funduszu private equity. Ostatnio pojawiły się plany umowy, która może się okazać rekordowo wysoka: oferta 48,5 mld USD złożona przez konsorcjum inwestorów kanadyjskiemu telekomowi BCE. Brytyjska sieć telewizji kablowej Virgin Media znalazł potncjalnego chętnego nabywcę za 22 mld USD, a Hotele Hilton za 26 mld USD.

Nawet po tych umowach, tytani private-quity mają jeszcze mnóstwo niewykorzystanej mocy. Według grupy badawczej Private Equity Intelligence, w ubiegłym roku wartość branży wzrosła o 459 mld USD i wszystko zapowiada, że w tym roku ten rekord zostanie pobity - do czerwca wzrost wyniósł 240 mld USD. Dla porównania, w 1991 r. fundusze zebrały 10 mld USD.

Zdaniem publicystów The Economist, private equity stało się sloganem związanym z umiejętnościami zarabiania pieniędzy. Jednak dobrobyt sektora przysporzył mu także licznych wrogów. Teoretyczny argument pro nie zmienił się specjalnie od 20 lat. W 1989 roku Michael Jensen z Harvard Business School napisał pracę, w której sugerował, że spółki publiczne nie są już użyteczne. Rozwój gospodarczy i recesja na początku lat 90. uczyniły te przewidywania przedwczesnymi. Jednak dziś przytoczone w dysertacji argumenty zaczęły nabierać nowej siły.

Życie nie jest już zbyt zabawne w notowanej na giełdzie spółce. Jej szefowie są pod permanentną obserwacją mediów, muszą przestrzegać coraz surowszych kodeksów corporate governance, obawiać się aktywnych inwestorów i spekulantów, a także nadgorliwości polityków.

Firmy, które nie są notowane na giełdzie i nie pozyskały w ten sposób kapitału, często mają tylko jedną alternatywę - banki. Nie we wszystkich krajach się to sprawdza, zwłaszcza anglosaskie przedsiębiorstwa obawiają się uzależnienia od banków. Współczesne firmy mają znacznie więcej opcji pozyskania kapitału. Banki stały się mniej istotnym źródłem pożyczek. Coraz częściej przygotowują kredyty, ale szybko przekazują je zewnętrznym inwestorom, takim jak fundusze hedgingowe. Rynki obligacji są o wiele bardziej płynne niż dawniej.

Działają także fundusze private equity. Mogą sfinansować działalność firmy na wczesnym etapie rozwoju (venture capital) mogą też być atrakcyjną alternatywą dla firm notowanych na giełdzie (lewarowany wykup).

Firmom coraz łatwiej jest znaleźć kapitał poza giełdą. Jeszcze w latach 90. mnóstwo Amerykanów zbijało majątek dzięki opcjom na akcje firm, które szczodrze je rozdawały. Zarządy firm były szczęśliwe mogąc oferować opcje, a pracownicy przyjmując je i wierząc, że wiecznie rosnące kursy pozwolą im na zakup wymarzonego domu. Firmy, które nie dawały opcji były na przegranej pozycji w walce o talenty. Jednak od czasu pęknięcia internetowej bańki wiele opcji straciło wartość i od tej pory wielu pracowników woli być wynagradzanych staromodną gotówką.

W spółkach publicznych i należących do private equity znacząco różni się sposób zarządzania. W tych ostatnich firma musi osiągać wyznaczone cele, które są bardzo jasno określone. W przedsiębiorstwach notowanych na giełdzie często pojawia się konflikt między inwestorami i menedżerami. Dotyczy on najczęściej sposobu wykorzystania wolnej gotówki. W teorii powinna być ona przekazana udziałowcom, jednak menedżerowie często woleliby zainwestować ją w inny sposób.

Publicyści The Economist przytaczają jeszcze inne argumenty za i przeciw spółkom giełdowym i rządom funduszy private equity - np. sporny model konglomeratu, który obiera wiele funduszy, czy niebezpieczeństwo złych długów. Mówiąc o modzie na fundusze private equity należy jednak pamiętać o rozróżnianiu między falami cyklu i strukturalnymi. W latach 80. boom private equity zakończył się z powodu wzrostu stóp procentowych i spowolnienia gospodarczego. Podobne połączenie może spowodować podobne skutki w najbliższych latach. Jednak po tej fali więcej firm będzie w prywatnych rękach, a po ponownej poprawie koniunktury, fundusze private equity ruszą do boju z nową siłą.

Na podstawie: The Economist "The business of making money"




oceń tekst
aktualna ocena: 2,7   Twoja ocena:  
statystyki   skomentuj  
© copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
Warunki obsługi - Kontakt - Regulamin
Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Licencjonowanie treści