Magazyn Finansistów
Rejestracja

Aktualności

Magazyn
Magazyn CEO
Magazyn CEO

Informacje

Subskrypcje
 
nowy numer
 wersja: html  txt
 

Więcej newsletterów IDG.pl


 MAGAZYN
Konteksty globalne
14 listopada 2006

Ruch dwustronny skomentuj tekst wersja do wydruku  wersja do wysyłki
Kraje, które do tej pory były importerami inwestycji zagranicznych, zaczęły również eksportować kapitał. W tym gronie jest także Polska. Czy to korzystne dla naszej gospodarki?




Według najnowszego raportu UNCTAD (agenda ONZ ds. handlu i rozwoju), w ubiegłym roku bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) na świecie wzrosły do 916 mld dol. i były o 29% większe niż rok wcześniej. W tym wzroście uczestniczyły wszystkie regiony świata, a niektóre, zwłaszcza Afryka i Azja Zachodnia, odnotowały wręcz rekordową dynamikę napływu inwestycji - ponad 80%. Jednak większość światowych przepływów poszła do krajów Unii Europejskiej (542 mld dol.). Za znaczącym wzrostem BIZ kryją się, szczególnie w krajach rozwiniętych, międzynarodowe fuzje i przejęcia. Ich wartość podwoiła się w 2005 r., osiągając 422 mld dol. Dużą rolę w tym boomie odegrały fundusze private equity. Uczestniczyły one w prawie jednej piątej wszystkich fuzji i przejęć w 2005 r.

Zdecydowana większość światowych BIZ przypada na sektor usług, głównie finansowych, telekomunikacyjnych i związanych z rynkiem nieruchomości. Jednak największy wzrost nastąpił w sektorach surowcowych, zwłaszcza w wydobyciu ropy naftowej i gazu. W tych właśnie sektorach najszybciej zwiększają się zagraniczne inwestycje krajów rozwijających się i będących na etapie transformacji. To stosunkowo nowe zjawisko zostało w raporcie UNCAD opisane po raz pierwszy.

Nowi inwestorzy globalni

Do niedawna było tak, że inwestycje zagraniczne płynęły z krajów wysoko rozwiniętych do krajów mniej zaawansowanych ekonomicznie. Obecnie również wśród eksporterów inwestycji dominują firmy ze "starej" Unii, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Jednak od kilku lat rozwija się także ruch w przeciwną stronę - kraje rozwijające się i kraje transformacji stały się eksporterami inwestycji. Kapitał z tych krajów płynie zarówno do gospodarek "siostrzanych", czyli mniej zaawansowanych, jak i do krajów wysoko rozwiniętych. Szczególnie wyraźnie to zjawisko uwydatniło się w ubiegłym roku. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne z krajów rozwijających się i krajów transformacji wyniosły wówczas 133 mld dol., stanowiąc 17% światowego eksportu inwestycji. To dziesięć razy więcej niż w 1990 r.

Większość tych nowych inwestycji zagranicznych pochodzi z krajów azjatyckich - z Hongkongu, Chin, Malezji, Singapuru, Republiki Korei czy Tajwanu. Jeśli idzie o branże, to ostatnio zwraca uwagę aktywność firm pochodzących z krajów rozwijających się i transformacji w przemysłach wydobywczych (ropa, gaz, rudy metali) oraz krajów przetwarzających surowce (metale i przemysł cementowy). Drugie ich skupisko to usługi finansowe i usługi związane z infrastrukturą. Trzecie - przemysł o charakterze globalnym (samochodowy, odzieżowo-tekstylny, usługi informatyczne). Większość tych inwestycji lokowana jest w regionie, z którego pochodzą inwestorzy, a więc głównie w krajach mniej zaawansowanych ekonomicznie.

Nowe korporacje transnarodowe konkurują między sobą, ale także z transnarodowymi korporacjami z krajów rozwiniętych. Trzeba też dodać, że kraje rozwinięte nie gardzą fabrykami budowanymi przez Samsunga, Kia Motors, Daewoo czy LG Electronics, lecz o nie konkurują. Istotną cechą tych inwestycji jest bowiem fakt, że są to najczęściej projekty typu green field, a nie fuzje i przejęcia. Tworzą więc nowe miejsca pracy i zwiększają potencjał produkcyjny kraju przyjmującego. Czy jednak zawsze dla kraju przyjmującego jest taki złoty interes?

Dwie strony medalu

Kliknij, aby powiďż˝kszyďż˝BIZ - w mln dol Bezpośrednie inwestycje zagraniczne zawsze były u nas postrzegane jako zjawisko pozytywne, służące rozwojowi gospodarczemu. Nie było na ogół różnicowania, czy pochodzą one z Korei, czy z Japonii. Chodziło o dopływ kapitału, technologii, know how oraz o tworzenie nowych miejsc pracy. Zawsze wyżej cenione były inwestycje typu green field niż przejęcia przedsiębiorstw już istniejących, choć w czasach intensywnej prywatyzacji bardzo zależało nam na inwestorach strategicznych z krajów zaawansowanych, ponieważ państwowe firmy wymagały restrukturyzacji i przebudowy zarządzania. Jednak pewne opory budziła zawsze chęć przejmowania naszych przedsiębiorstw przez firmy na przykład rosyjskie. Były obawy co do motywów tych przejęć, padały argumenty dotyczące metod i struktury zarządzania oraz kultury korporacyjnej, która w Polsce kształtuje się według wzorców zachodnich. Tymczasem z raportu UNCTAD wynika, że nie wszyscy mają takie opory. Większość krajów rozwijających się preferuje dziś inwestorów z tej samej grupy rozwojowej, to jest z krajów mniej zaawansowanych. Chodzi o to, że częściej podejmują oni inwestycje typu green field niż inwestorzy z krajów rozwiniętych oraz przywożą mniej zaawansowaną, bardziej pracochłonną technologię, co dodatkowo pozwala wchłonąć nadwyżki siły roboczej.

Według profesora Dariusza Rosatiego, wszystkie inwestycje zagraniczne mają charakter prorozwojowy. Przyznaje on jednak, że niektóre mogą budzić obawy. Ocena zależy od tego, z jakiej konkretnie gospodarki napływa kapitał. Jeśli gospodarka kraju eksportującego inwestycje nie jest w pełni zintegrowana, ma charakter dualistyczny, czytaj: duży w niej udział państwa i duży wpływ państwa na przedsiębiorstwa, korzyści mogą okazać się problematyczne, a na pewno będą niepełne. Przykładem mogą być zagraniczne inwestycje przedsiębiorstw chińskich czy rosyjskich. Jeśli zaś kapitał pochodzi z kraju o zintegrowanej, otwartej gospodarce, gdzie zasady rynku są w pełni przestrzegane, kraj przyjmujący nie naraża się na ryzyko związane z motywami inwestora czy jego kulturą korporacyjną. W przypadku dużych firm, jak właśnie chińskie czy rosyjskie, istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo. W małych i słabo rozwiniętych krajach takie transnarodowe przedsiębiorstwa mogą zdominować całe branże, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami monopolu.

Powstaje również pytanie: czy zagraniczne inwestycje krajów mniej zaawansowanych ekonomicznie są korzystne dla ich gospodarek? Niewątpliwie fakt wywozu kapitału za granicę powoduje zmniejszenie inwestycji krajowych, tak potrzebnych, by nadrobić zaległości rozwojowe, a także ubytek potencjalnych miejsc pracy. Z drugiej jednak strony inwestycje zagraniczne są korzystne dla samych firm, które podejmują takie projekty, bo służą one ich rozwojowi i wzmocnieniu pozycji konkurencyjnej. W dalszej konsekwencji przekłada się również na konkurencyjność branż, w których te firmy działają. Najważniejszym motywem ekspansji zagranicznej jest dostęp do nowych rynków zbytu lub nowych źródeł surowców. Ale są także inne powody, na przykład redukcja kosztów. Wprawdzie specjaliści uważają, że motyw kosztowy przyświeca głównie firmom z krajów ekonomicznie zaawansowanych, gdzie choćby siła robocza jest stosunkowo droga, ale wiemy z własnego podwórka, że wiele firm polskich z tego właśnie powodu jako miejsce produkcji wybiera na przykład Ukrainę czy ostatnio Rumunię.

Polska i świat

Ze statystyk jasno wynika, że kraje, które są największymi eksporterami kapitału, również przyciągają najwięcej inwestycji zagranicznych. W ubiegłym roku kraje wysoko rozwinięte wyeksportowały inwestycje bezpośrednie warte 646 mld dol., a przyciągnęły w tej formie 542 mld dol. Dla Unii Europejskiej kwoty te wyniosły odpowiednio 555 mld dol. i 421 mld dol. Krajem, który najwięcej przyciągnął inwestycji, była Wielka Brytania (165 mld dol.), jednak duża część tej kwoty (74 mld dol.) pochodziła z jednej fuzji - Shell Transport and Trading Company oraz Royal Dutch Petroleum Company zostały przejęte przez Royal Dutch Shell. Na drugim miejscu znalazły się Stany Zjednoczone (99 mld dol.), na trzecim Chiny (72 mld dol.). Dalej - Francja (64 mld dol.), Holandia (44 mld dol.) i Hongkong (36 mld dol.)

Dobry wynik osiągnęły kraje nowej Unii, które przyciągnęły 34 mld dol. inwestycji zagranicznych. Najlepsze w tej grupie okazały się Czechy (11 mld dol.), Polska znalazła się na drugim miejscu (7,7 mld dol.). To był słaby wynik. Dla porównania - w 2004 r. napłynęło do naszego kraju prawie 13 mld dol. W tym roku, jak przewidują szefowie Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, powinniśmy przyciągnąć około 10 mld dol. Jednak w eksporcie inwestycji ubiegły rok był dla Polski rekordowy. Po raz pierwszy w historii nasze firmy zainwestowały za granicą w formie BIZ prawie 1,5 mld dol. Czeskie inwestycje zagraniczne w tym czasie nie sięgnęły nawet 0,9 mld dol.

Polskie firmy najwyraźniej ruszyły w świat. W ubiegłym roku miało wprawdzie miejsce przejęcie przez PKN Orlen pakietu kontrolnego w Unipetrolu, ale z różnych źródeł płyną informacje o wielu dużo mniejszych inwestycjach. Tradycyjnie kierunkiem ekspansji jest Ukraina, ale ostatnio rośnie również zainteresowanie Rumunią, która wkrótce ma dołączyć do grona państw unijnych. Polskie firmy budując pozycję konkurencyjną w Europie Środkowo-Wschodniej, nie stronią od przejmowania firm w regionie wraz z rynkiem, marką i zapleczem produkcyjnym. To prostsze i - jak mówią specjaliści - często również tańsze niż inwestycje typu green field.



oceń tekst
aktualna ocena: 2,7   Twoja ocena:  
statystyki   skomentuj  
© copyright 2012 International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88
Warunki obsługi - Kontakt - Regulamin
Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Licencjonowanie treści