Sytuacji na Węgrzech warto się przyjrzeć z wielu powodów. Do tej pory część świata biznesu zaliczała Węgry i Polskę do tego samego "koszyka inwestycyjnego". W czasach, kiedy Węgry i Polska należały do tak zwanego bloku wschodniego, Węgry uchodziły za państwo o dużo lepszych podstawach gospodarczych niż Polska. Widoczne było to również po transformacji ustrojowej w 1989 r., kiedy kraj ten stał się ulubieńcem zachodnich firm i zaczął przyciągać większość inwestycji zagranicznych, kierowanych do państw Europy Środkowo-Wschodniej. Co konkretnie doskwiera gospodarce węgierskiej? Jakie są koncepcje poprawy najważniejszych parametrów makroekonomicznych? Na jakim etapie transformacji popełniono błędy, które dzisiaj tak dobitnie dały o sobie znać?
Sam wzrost nie wystarczy
Obiektywnie patrząc, nie można pominąć tego, co dobre w węgierskiej gospodarce. A do jej atutów należy stosunkowo wysoki wzrost gospodarczy (według Eurostatu średnioroczny wzrost PKB w latach 2000 - 2005 wyniósł 4,46%), wyższy niż w Polsce PKB per capita, przyzwoity wzrost produkcji przemysłowej, dobre wyniki handlu zagranicznego oraz niskie bezrobocie. Z drugiej zaś strony, Węgry zmagają się z najwyższym w Unii Europejskiej poziomem deficytu budżetowego, wysokim długiem publicznym, inflacją, a co za tym idzie - z wysokimi podstawowymi stopami procentowymi (7,75%).
Według Węgierskiego Centralnego Urzędu Statystycznego (KSH), w pierwszym półroczu tego roku węgierska gospodarka rozwijała się na poziomie 4,1%. Takie samo tempo wzrostu PKB odnotowano w całym poprzednim roku, a w 2004 r. wzrost był znacznie wyższy i wyniósł 5,2%. Jak na warunki europejskie to bardzo przyzwoite tempo. Lokomotywą wzrostu gospodarczego był eksport netto. Napędzał on wzrost produkcji, co dało się zauważyć szczególnie w takich branżach, jak produkcja sprzętu elektrycznego, sprzętu optycznego czy środków transportu. W lipcu bieżącego roku produkcja przemysłowa liczona rok do roku osiągnęła poziom ponad 12%. Wzrost konsumpcji prywatnej był natomiast umiarkowany, co umożliwiło obniżenie inflacji z 6,8% w 2004 r. do 3,5% w 2005 r.
Według Eurostatu, PKB na mieszkańca stanowi na Węgrzech 61% średniej unijnej, co stawia ten kraj na trzecim miejscu pośród byłych członków bloku wschodniego - po Słowenii i Czechach. Dla porównania: w Polsce PKB na mieszkańca to tylko 50% średniej unijnej.
Eksport, który napędza węgierską gospodarkę, w najbliższych latach powinien w dalszym ciągu przewyższać import, choć zakładany 12-proc. wzrost eksportu w tym roku, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, może być trudny do wykonania. Węgierski rząd prognozuje wzrost eksportu dóbr i usług w 2007 r. o 10,9%, w 2008 r. o 9,9%, a w 2009 r. o 9,4%. W przypadku importu prognozy wzrostu przedstawiają się odpowiednio: 8,5%, 8,0 % i 8,8%.
Węgrom od dawna udaje się utrzymać stopę bezrobocia na stosunkowo niskim poziomie, niższym niż średnia unijna. W 2006 r. węgierski rząd prognozuje 7,3-proc. stopę bezrobocia, a w latach 2007 - 2009 odpowiednio 7,5%, 7,4% i 7,3%.
Zgubne obietnice

Wykres 1: Zadłużenie Węgier Natomiast węgierskiej gospodarce doskwiera już od wielu lat wysoki deficyt budżetowy. W 2002 r. osiągnął on 8,4% PKB, w 2005 r. ukształtował się na poziomie 5,9%, a obecnie wynosi znów ponad 8% i wiele wskazuje na to, że do końca roku może przekroczyć poziom 10%. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje możliwość zwiększenia deficytu budżetowego nawet do ponad 11%.
Główną przyczyną załamania finansów było spełnianie przez rząd kosztownych obietnic wyborczych, na które - jak się okazuje - Węgier nie było stać (np. podniesienie płac w budżetówce o 50%). Wreszcie trzeba było ujawnić społeczeństwu realny stan finansów państwa, a przede wszystkim zapowiedzieć konieczność przeprowadzenia niezbędnych reform, które mogą spowodować okresowe pogorszenie się sytuacji finansowej obywateli. Co ciekawe, że to nie zapowiedź reform wywołała tak żywiołową reakcję węgierskiego społeczeństwa, lecz przyznanie się rządu do zatajenia przed opinią publiczną prawdziwego stanu finansów państwa.
Premier Gyurcsány obiecuje teraz, że dzięki pakietowi reform, który ma zamiar wprowadzić, deficyt zredukowany zostanie do co najmniej 3% PKB w 2009 r. (w 2007 r. do 7%, w 2008 r. do 4,1%, a w 2009 r. do 2,7%), tak by wskaźnik ten był zgodny z kryteriami z Maastricht. Założenia programu uzdrowienia węgierskiego budżetu poparła już Komisja Europejska. Mimo to nasuwa się pytanie: czy wszystkie planowane oszczędności, dodatkowe wpływy oraz redukcję wydatków w budżecie państwa uda się w pełni zrealizować? Stanowczo sprzeciwia się im opozycyjna partia Victora Orbana - FIDESZ, dostrzegająca poparcie dla swego stanowiska u znacznej części społeczeństwa.