Podwójne standardy
Gdy kraje europejskie podejmują działania w celu ochrony swojej gospodarki przed konkurencją, nazywane jest to gospodarczym nacjonalizmem. Gdy tak samo postępują Stany Zjednoczone, każe się wierzyć nam w ochronę delikatnej struktury społecznej.
Takie uzasadnienie dla przegłosowanej we wrześniu tego roku ustawy o grach hazardowych podali amerykańscy ustawodawcy. Nowe prawo zakazuje bankom i operatorom kart kredytowych przyjmowania płatności i przekazywania środków do internetowych serwisów hazardowych. W ten sposób zniknie wart około 6 mld dol. rynek internetowych spółek hazardowych, które są notowane w Londynie.
Pojawienie się tych egzotycznych spółek na londyńskim parkiecie, wraz z innymi tego typu podmiotami o rodowodzie chińskim, rosyjskim itp., było nie w smak wielu menedżerom funduszy działających w Londynie. Ryzyko było oczywiste i aż biło w oczy z ich prospektów.
Tak więc zarządzający funduszami, którzy zdecydowali się w nie inwestować, powinni pamiętać, że przy ruletce można stracić ostatnią koszulę. Niewielu jednak przewidywało, że sektor ten padnie ofiarą nadchodzących wyborów do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Tymczasem dla walczących o utrzymanie większości w obu izbach republikanów walka z hazardem to nie lada gratka. Jak mówi senator Frist, autor ustawy: "Hazard to poważny nałóg, który uderza w rodzinę, niweczy marzenia i narusza struktury społeczeństwa".
Ustawodawcy mogą głośno krzyczeć o zgubnym wpływie internetowego hazardu, ale hazard im raczej nie przeszkadza. Takie grupy, jak Las Vegas Sands, Harrah's i MGM Mirage, to prawdziwe rekiny hazardu. Jak dotychczas nie było jednak ze strony Kongresu propozycji zrównania z ziemią Atlantic City albo Las Vegas.
Można szczerze nie lubić tego biznesu i jego bossów, znanych ze złego gustu i bajońskich zarobków. Sprawa ma jednak poważniejszy wymiar - to najnowszy przykład amerykańskiego nacjonalizmu gospodarczego i zarazem próba ustanowienia prawodawstwa eksterytorialnego. To punkty zdobyte tanim kosztem, bez żadnego wpływu na sytuację amerykańskich firm i ich pracowników. Warto przypomnieć, jakie korowody związane były z zablokowaniem przejęcia zarządu portów amerykańskich przez firmę z Dubaju.
Gdy niemiecka firma zablokowała wejście amerykańskiego producenta zmodyfikowanej genetycznie żywności na rynek europejski, Waszyngton głośno ubolewał nad "protekcjonizmem". Na początku października USA ponagliły oficjalnie Unię w sprawie procesu zatwierdzenia nowych produktów genetycznie modyfikowanych, oskarżając o niesprawiedliwe i politycznie uwarunkowane opóźnienia. Mamy zatem do czynienia ze stosowaniem podwójnych standardów.
Na podstawie: Grant Clelland, "Betting on double standards in the US", Financial News.
Ilość, nie jakość
Janet Kersnar na łamach CFO Europe zastanawia się, co o przejrzystości korporacyjnej mówią tegoroczne raporty.
Wielkie rozczarowanie" - stwierdza krótko Sallie Cooke Pilot, konsultant ds. komunikacji korporacyjnej w londyńskiej firmie doradczej Black Sun, która analizuje tegoroczne sprawozdania firm FTSE 100. Powodem rozczarowania jest nie tylko zamieszanie związane z danymi, podawanymi według nowych standardów MSR (IFRS). Autorzy raportów otrzymywali od regulatorów sprzeczne sygnały, jakie informacje powinny być ujawniane. Rok 2006 był nerwowy i Cooke Pilot nie ma wątpliwości, że europejska droga do przejrzystości nie jest łatwa.
Ankiety wśród dyrektorów finansowych dowodzą, że postęp ma jednak miejsce. Aż 95% uczestników sondy CFO Europe zapewnia, że ujawnia w raportach więcej informacji niż trzy lata temu. Rośnie zatem objętość raportów - obecnie są to przeciętnie 130 - 180-stronicowe broszury. Raporty za 2005 r. są o około 10% obszerniejsze niż dokumenty za 2004 r. W parze ze zwiększeniem objętości nie idzie jednak podniesienie jakości - uważają analitycy.
Największy problem stanowi przygotowanie tzw. sprawozdania z działalności (MC - management commentary). To tekst towarzyszący sprawozdaniom finansowym, który wyjaśnia główne kierunki i czynniki mające wpływ na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość firmy w wymiarze jej efektywności ekonomicznej. Znany także jako raportowanie opisowe lub przegląd biznesowy, zawiera on całe spektrum informacji - od oceny ryzyka, kwestii nadzoru, po analizę rynku i konkurencji.
Nie jest to nowość. Amerykańskie firmy muszą publikować podobny opis (Management Discussion and Analysis) dla SEC od lat 80. MC funkcjonuje też w Niemczech, od lat 30. ubiegłego wieku. Nowe jest to, że narodowe regulacje i unijne dyrektywy rozpaliły ponownie debatę na temat, czym powinno być MC, co powinno zawierać, a czego nie, dając ogromne pole do indywidualnej interpretacji. Obecnie więc wiele firm poszukuje swojej drogi.
Na podstawie: Janet Kersnar, "Quantity, not quality", CFO Europe.